Nk on-line

Wprowadzenie do krytyki ekonomii politycznej

19/03/2017

KAROL MARKS

 

„Wprowadzenie do krytyki ekonomii politycznej” („Einleitung zur Kritik der politischen Ökonomie”) Karola Marksa zostało napisane w okresie sierpień-wrzesień 1857 r. Jest to pierwszy z jego ekonomicznych rękopisów z lat 1857-1858, odnaleziony w 1902 r., które w latach 1939-41 zostały opublikowane pod łącznym tytułem „Grundrisse der Kritik der politischen Ökonomie (Rohentwurf)”. Podstawa niniejszego wydania: Karol Marks, Fryderyk Engels, „Dzieła”, tom 13, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1966. Tłumaczenie z języka niemieckiego: Antoni Bal.

 

I. Produkcja, konsumpcja, podział, wymiana (cyrkulacja)

1. Produkcja

a) Przedmiotem będzie tu przede wszystkim produkcja materialna.

Jednostki produkujące w społeczeństwie, a zatem produkcja jednostek określona społecznie – taki jest naturalnie punkt wyjścia. Pojedynczy i odosobniony myśliwy i rybak, od których zaczynają Smith i Ricardo, należą do pozbawionych fantazji urojeń robinsonad 18wiecznych. Robinsonady te bynajmniej nie są tylko wyrazem reakcji na przerafinowanie oraz powrotu do fałszywie pojmowanego życia naturalnego, jak to sobie wyobrażają historycy kultury. Podobnie jak nie opiera się na takim naturalizmie contrat social Rousseau, który stosunki wzajemne i łączność między jednostkami ludzkimi, z natury niezależnymi od siebie, wywodzi z umowy. Jest to fikcja i tylko estetyczna fikcja małych i wielkich robinsonad. Jest to raczej antycypacja „społeczeństwa burżuazyjnego”, które się przygotowywało od XVI stulecia, a w wieku XVIII posunęło się olbrzymimi krokami ku swej dojrzałości. W tym społeczeństwie wolnej konkurencji jednostka występuje jako uwolniona od naturalnych więzi itd., które we wcześniejszych epokach historycznych czynią ją przynależną do określonego, ograniczonego konglomeratu ludzkiego. Prorokom XVIII wieku, na których Smith i Ricardo opierają się jeszcze całkowicie, ta jednostka XVIII wieku – wynik rozkładu feudalnych form społecznych, z jednej strony, i rozwijających się od XVI wieku nowych sił wytwórczych, z drugiej strony – wydaje się ideałem, którego istnienie należy do przeszłości. Nie jako wytwór historii, lecz jako punkt wyjścia historii. Ponieważ jednostka ta wydawała się im czymś zgodnym z naturą i odpowiadała ich wyobrażeniom o naturze ludzkiej, mniemali, że nie powstała ona historycznie, lecz została stworzona przez naturę. Złudzenie to właściwe było dotąd każdej nowej epoce. Steuart, który pod pewnymi względami stanowi przeciwieństwo XVIII stulecia i jako arystokrata stoi bardziej na gruncie historycznym, uniknął tego naiwnego poglądu.

Im głębiej cofamy się w dzieje, tym bardziej występuje jednostka, a więc i jednostka produkująca, jako niesamodzielna, przynależna do większej całości: naprzód jeszcze w sposób zupełnie naturalny w rodzinie i w rodzinie rozszerzonej w ród; później w różnych formach wspólnoty powstającej ze ścierania i łączenia się rodów. Dopiero w wieku XVIII, w „społeczeństwie burżuazyjnym”, rozmaite formy związku społecznego występują wobec jednostki po prostu jako środki do jej prywatnych celów, jako zewnętrzna konieczność. Ale epoka, w której powstał ten punkt widzenia, punkt widzenia odosobnionej jednostki, jest właśnie epoką najbardziej jak dotąd rozwiniętych społecznych (powszechnych – z tego punktu widzenia) stosunków. Człowiek jest w najbardziej dosłownym znaczeniu Zoon politikon [1], nie tylko zwierzęciem społecznym, lecz co więcej, zwierzęciem, które właśnie tylko w społeczeństwie może się odosobnić. Produkcja odosobnionej jednostki poza społeczeństwem – rzadki wypadek, który oczywiście może się przytrafić cywilizowanemu człowiekowi, rzuconemu przez zbieg okoliczności w bezludne pustkowie, przy czym jednak człowiek ten dynamicznie nosi już w sobie siły społeczne – jest taką samą niedorzecznością, jak rozwój języka bez jednostek żyjących razemi rozmawiających ze sobą. Nie ma potrzeby dłużej się nad tym zatrzymywać. Można by wcale tej sprawy nie poruszać, gdyby nonsensy, zrozumiałe u ludzi XVIII wieku, nie były znów, i to na serio, wnoszone do najnowocześniejszej ekonomii przez Bastiata, Careya, Proudhona itd. Proudhonowi i innym jest oczywiście przyjemnie tłumaczyć w sposób historycznofilozoficzny pochodzenie jakiegoś stosunku ekonomicznego – o którym nie wiedzą, jak historycznie powstał – przez stworzenie mitu o tym, że Adam czy też Prometeusz wpadli na ten pomysł w jego gotowej postaci, potem to się przyjęło itd. Nie ma nic bardziej nudnego i jałowego, jak fantazjujący locus communis [banał].

Skoro więc mowa o produkcji, to zawsze o produkcji na określonym szczeblu rozwoju społecznego – o produkcji społecznych jednostek. Mogłoby się przeto wydawać, że aby w ogóle mówić o produkcji, musimy albo śledzić proces rozwoju historycznego w jego różnych fazach, albo zapowiedzieć z góry, że mamy do czynienia z pewną określoną epoką historyczną, a więc np. z nowoczesną produkcją burżuazyjną, która istotnie stanowi nasz właściwy temat. Ale wszystkie epoki produkcji mają pewne wspólne znamiona, wspólne określenia. Produkcja w ogóle to abstrakcja, ale rozumna abstrakcja, jeżeli rzeczywiście podkreśla i ustala to, co wspólne, i oszczędza nam przeto powtarzania. Tymczasem to ogólne, czyli wspólne, wyodrębnione przez porównanie, jest samo czymś złożonym z różnorakich członów, rozszczepiającym się na rozmaite określenia. Jedne z nich dotyczą wszystkich epok, inne są wspólne niektórym. [Pewne] określenia odnoszą się zarówno do najnowszej, jak do najdawniejszej epoki. Bez tych określeń nie jest do pomyślenia żadna produkcja. Jeżeli jednak językom najbardziej rozwiniętym pewne prawa i określenia są wspólne z językami najmniej rozwiniętymi, to właśnie to, co stanowi ich rozwój, odróżnia je od tego, co ogólne i wspólne. Określenia dotyczące produkcji w ogóle muszą być wyodrębnione właśnie po to, aby ze względu na jedność, wynikającą już choćby z tego, że podmiot – ludzkość – i przedmiot – przyroda – są te same, nie zapomniano o istotnej różnicy. Na zapominaniu o tym polega np. cała mądrość nowoczesnych ekonomistów, którzy dowodzą odwieczności i harmonii istniejących stosunków społecznych; np. że żadna produkcja nie jest możliwa bez narzędzia produkcji, choćby narzędziem tym miała być tylko ręka; że żadna produkcja nie jest możliwa bez poprzedniej, nagromadzonej pracy, choćby pracą tą była tylko wprawność ręki człowieka pierwotnego, nagromadzona i skoncentrowana dzięki powtarzającym się ćwiczeniom. Kapitał jest m.in. również narzędziem produkcji, jest również minioną, zobiektywizowaną pracą. A zatem kapitał jest ogólnym, odwiecznym stosunkiem natury; tzn. jeżeli odrzucę właśnie to specyficzne, co dopiero z „narzędzia produkcji”, z „nagromadzonej pracy” czyni kapitał. Dlatego cała historia stosunków produkcji przedstawia się np. u Careya jako falsyfikacja złośliwie spowodowana przez rządy.

Jeżeli nie ma produkcji w ogóle, to nie ma też produkcji ogólnej. Produkcja jest zawszeszczególną gałęzią produkcji, np. rolnictwem, hodowlą, manufakturą itd. – albo jest ichcałokształtem. Ale ekonomia polityczna nie jest technologią. Stosunek ogólnych określeń produkcji na danym szczeblu społecznym do szczególnych form produkcji należy rozwinąć gdzie indziej (później).

Wreszcie produkcja nie jest też tylko produkcją szczególną. Natomiast jest to zawsze tylko określony organizm społeczny, społeczny podmiot, który działa w większym lub mniejszym całokształcie gałęzi produkcji. Stosunek naukowego wywodu do realnego ruchu także nie jest tu jeszcze naszym tematem. Produkcja w ogóle. Poszczególne gałęzie produkcji. Całokształt produkcji.

Weszło w modę, że ekonomiści zaczynają swoje dzieło od części ogólnej, to jest właśnie tej, która figuruje pod nagłówkiem „Produkcja” (patrz np. J. St. Mill), w której traktuje się o ogólnych warunkach wszelkiej produkcji. Ta część ogólna zawiera lub ma rzekomo zawierać

1. warunki, bez których produkcja nie jest możliwa. Tzn. te, które są w gruncie rzeczy istotnymi momentami wszelkiej produkcji. Sprowadza się to jednak w rzeczywistości, jak zobaczymy, do kilku bardzo prostych określeń, które się szeroko rozwleka w płaskich tautologiach;

2. warunki, które mniej lub bardziej sprzyjają produkcji, jak np. u Adama Smitha stan społeczeństwa w rozwoju i w zastoju. Aby te rzeczy, które jako aperçu [rzucone myśli] mają u Smitha swoją wartość, podnieść do znaczenia naukowego, trzeba by zbadać okresy określonychstopni produkcyjności w rozwoju poszczególnych narodów; badanie takie leży poza właściwymi granicami naszego tematu, o ile zaś doń należy, to powinno być uwzględnione przy omawianiu konkurencji, akumulacji itd. W ogólnym ujęciu odpowiedź sprowadza się do ogólnika, że naród przemysłowy osiąga szczytowy poziom swojej produkcji w momencie, w którym w ogóle osiąga najwyższy punkt swego rozwoju historycznego. In fact [rzeczywiście]. Szczytowy poziom przemysłowego rozwoju narodu, dopóki rzeczą główną jest dlań nie zysk [Gewinn], lecz uzyskiwanie [Gewinnen]. O tyle jankesi górują nad Anglikami. Albo też: że np. pewne rasy, dyspozycje, klimaty, warunki naturalne, jak bliskość morza, żyzność gleby itp., bardziej sprzyjają produkcji niż inne. Sprowadza się to znów do tautologii, że bogactwo tworzy się tym łatwiej, w im wyższym stopniu subiektywnie i obiektywnie dane są jego elementy.

Ale to wszystko nie to, o co faktycznie idzie ekonomistom w tej ogólnej części. Produkcja ma tu być raczej przedstawiona – patrz np. u Milla – w odróżnieniu od podziału itd. jako mieszcząca się w ramach wiecznych praw natury, niezależnych od historii; a przy tej sposobności zgoła niepostrzeżenie podsuwa się stosunki burżuazyjne jako niezmienne prawa naturalne społeczeństwa in abstracto. Taki jest mniej lub bardziej świadomy cel całego postępowania. Przy podziale natomiast ludzie pozwolili sobie – według nich – na wszelkiego rodzaju samowolę. Nie mówiąc już o prostackim rozrywaniu produkcji i podziału i ich rzeczywistego stosunku, od razu musi się rzucić w oczy, że niezależnie od tego, jak bardzo różnić się może sposób podziału na różnych szczeblach rozwoju społecznego, to w odniesieniu do podziału można, tak samo jak w odniesieniu do produkcji, wyszczególnić pewne wspólne określenia, a z drugiej strony można wszystkie historyczne różnice pomieszać albo zatrzeć w ogólnych ludzkich prawach. Np. niewolnik, chłop poddany, robotnik najemny, każdy z nich otrzymuje pewną ilość żywności, dzięki której może istnieć jako niewolnik, jako chłop poddany, jako robotnik najemny. Zdobywca żyjący z daniny, urzędnik żyjący z podatku, właściciel ziemski żyjący z renty, mnich żyjący z jałmużny czy lewita żyjący z dziesięciny – wszyscy oni otrzymują pewną część produkcji społecznej, którą określają inne prawa niż te, które określają cząstkę niewolnika itd. Dwa główne punkty, które wszyscy ekonomiści umieszczają w tym rozdziale, to: 1. własność, 2. zabezpieczenie jej przez sądy, policję etc. Na to można odpowiedzieć bardzo krótko:

ad 1. Wszelka produkcja jest zawłaszczaniem przyrody przez jednostkę w obrębie i za pośrednictwem określonej formy społecznej. W tym sensie tautologią jest twierdzenie, że własność (zawłaszczanie) jest warunkiem produkcji. Śmieszne jednak jest, gdy się od tego robi skok do określonej formy własności, np. do własności prywatnej (która na dodatek wymaga jeszcze, jako warunku, formy przeciwstawnej – braku własności). Historia raczej ukazuje własność wspólną (np. u Hindusów, Słowian, starożytnych Celtów itd.) jako pierwotną formę, formę, która pod postacią własności gminnej długo jeszcze odgrywa poważną rolę. Wcale nie poruszamy tu jeszcze kwestii, czy bogactwo rozwija się lepiej przy tej czy innej formie własności. Ale to, że nie może być mowy o żadnej produkcji, a zatem i o żadnym społeczeństwie, tam gdzie nie istnieje żadna forma własności, jest tautologią. Zawłaszczanie, które nic nie zawłaszcza, jest contradictio in subiecto.

ad 2. Zabezpieczenie nabytego dobra itd. Gdy się te banały sprowadza do ich rzeczywistej treści, mówią one więcej, niż wiedzą ich głosiciele. Mianowicie, że każda forma produkcji wytwarza właściwe jej stosunki prawne, formę rządu itd. Prostactwo i brak zrozumienia na tym właśnie polega, że zjawiska organicznie ze sobą związane łączy się w sposób przypadkowy, ujmuje w związki li tylko wyrozumowane. Burżuazyjni ekonomiści roją sobie tylko, że przy nowoczesnej policji produkuje się lepiej niż np. przy prawie pięści. Zapominają jedynie o tym, że i prawo pięści jest prawem i że prawo silniejszego żyje nadal w innej formie także w ich „praworządnym państwie”.

Kiedy stosunki społeczne odpowiadające określonemu szczeblowi produkcji dopiero powstają albo już zanikają, następują oczywiście zakłócenia produkcji, aczkolwiek w różnym stopniu i o różnych skutkach.

Reasumując: istnieją określenia wspólne wszystkim szczeblom produkcji, które to określenia myśl ustala jako ogólne; jednakże tak zwane ogólne warunki wszelkiej produkcji to nic innego jak te abstrakcyjne momenty, które nie prowadzą do zrozumienia żadnego rzeczywistego, historycznego szczebla produkcji.

2. Ogólny stosunek produkcji do podziału, wymiany i konsumpcji

Przed przystąpieniem do dalszej analizy produkcji należy zwrócić uwagę na rozmaite rubryki, jakie ekonomiści umieszczają obok produkcji.

Powierzchownie rzecz przedstawia się następująco: w produkcji członkowie społeczeństwa zawłaszczają (dobywają, kształtują) produkty przyrody odpowiednio do ludzkich potrzeb; podział określa stosunek, w jakim jednostka uczestniczy w tych produktach; wymiana dostarcza jej określone produkty, na które chce ona wymienić część przypadającą jej z podziału; wreszcie w konsumpcji produkty stają się przedmiotami użycia, indywidualnego zawłaszczenia. Produkcja wytwarza przedmioty odpowiadające potrzebom; podział dzieli je zgodnie z prawami społecznymi; wymiana dzieli ponownie to, co zostało już podzielone, zgodnie z indywidualną potrzebą; wreszcie w konsumpcji produkt wypada z tego społecznego ruchu, staje się bezpośrednio przedmiotem indywidualnej potrzeby, której służy i którą zaspokaja w procesie używania. Produkcja stanowi zatem punkt wyjścia, konsumpcja – punkt końcowy, podział i wymiana – ogniwo pośrednie, które znów jest czymś dwoistym, jako że podział określony jest jako moment wychodzący od społeczeństwa, wymiana zaś jako moment wychodzący od jednostek. W produkcji obiektywizuje się osoba, w konsumpcji subiektywizuje się rzecz; w podziale przejmuje społeczeństwo w postaci ogólnych, panujących przepisów pośrednictwo między produkcją a konsumpcją; w wymianie pośredniczy między produkcją a konsumpcją przypadkowa określoność jednostki.

Podział określa stosunek (ilość), w jakim produkty przypadają jednostce; wymiana określa produkty, w jakich jednostka żąda części przypadającej jej z podziału.

Produkcja, podział, wymiana, konsumpcja tworzą zatem prawidłowy sylogizm; produkcja – ogólne, podział i wymiana – szczególne, konsumpcja – jednostkowe, które zamyka całość. Jest to wprawdzie związek, ale powierzchowny. Produkcja jest określona przez ogólne prawa przyrody; podział przez przypadek społeczny, dlatego podział może mniej lub bardziej pomyślnie oddziaływać na produkcję; wymiana znajduje się między produkcją a podziałem jako ruch formalnie społeczny, końcowy zaś akt, konsumpcja, ujmowany nie tylko jako etap końcowy, lecz również jako cel ostateczny, leży właściwie poza ekonomią, a należy do niej tylko o tyle, o ile oddziałuje z powrotem na punkt wyjścia, inicjując cały proces od nowa.

Przeciwnicy ekonomistów – bez względu na to, czy w ich środowisku, czy poza nim – zarzucający im barbarzyńskie rozrywanie całości stanowiącej jedność, albo stoją razem z nimi na tym samym gruncie, albo niżej od nich. Bardzo pospolity to zarzut, że ekonomiści zbyt wyłącznie traktują produkcję jako cel sam w sobie. Podział, słyszymy, ma nie mniejsze znaczenie. U podstawy tego zarzutu leży właśnie wyobrażenie zapożyczone od ekonomistów, że podział istnieje jako samodzielna, niezależna sfera obok produkcji. Albo [brzmi zarzut] nie ujmują momentów w ich jedności. Jak gdyby to rozrywanie nie przenikało z rzeczywistości do podręczników, lecz na odwrót, z podręczników do rzeczywistości, i jak gdyby tu chodziło o dialektyczne pogodzenie pojęć, a nie o rozwikłanie realnych stosunków!

a. (Produkcja a konsumpcja)

Produkcja jest bezpośrednio również konsumpcją; dwojaką konsumpcją, subiektywną i obiektywną. Jednostka, rozwijając w produkowaniu swoje zdolności, wydatkowuje je również, zużywa w akcie produkcji, podobnie jak naturalny akt płodzenia jest zużywaniem sił życiowych. Po drugie: produkcja jest konsumpcją środków produkcji, które są używane i zużywane, a częściowo (jak np. przy spalaniu) rozkładają się z powrotem na podstawowe pierwiastki. Podobnie ma się rzecz z konsumpcją surowca, który nie zachowuje swej naturalnej postaci ani właściwości, gdyż ulegają one raczej strawieniu. Sam akt produkcji jest więc we wszystkich swoich momentach również aktem konsumpcji. To jednak ekonomiści uznają. Produkcję, jako bezpośrednio tożsamą z konsumpcją, konsumpcję, jako bezpośrednio zbiegającą się z produkcją, nazywają oni konsumpcją produkcyjną. Ta tożsamość produkcji i konsumpcji sprowadza się do tezy Spinozy: determinatio est negatio [określenie jest zaprzeczeniem].

Lecz to określenie konsumpcji produkcyjnej formułuje się po to tylko, aby wyodrębnić konsumpcję tożsamą z produkcją od konsumpcji właściwej, którą się ujmuje, przeciwnie, jako unicestwiające przeciwieństwo produkcji. Rozpatrzmy więc właściwą konsumpcję.

Konsumpcja jest bezpośrednio również produkcją, podobnie jak w przyrodzie konsumpcja pierwiastków i substancji chemicznych jest produkcją rośliny. Jest np. rzeczą oczywistą, że w procesie odżywiania się, który jest formą konsumpcji, człowiek produkuje własne ciało. Ale to samo dotyczy każdego innego rodzaju konsumpcji, która w ten czy inny sposób pod pewnym względem produkuje człowieka. Jest to produkcja konsumpcyjna. Ale, powiada ekonomia, ta produkcja tożsama z konsumpcją jest wtórną produkcją, wynikającą z unicestwienia produktu pierwszej. W pierwszej produkcji uprzedmiotowił się producent, w drugiej – personifikuje się rzecz przezeń wytworzona. A więc ta konsumpcyjna produkcja – choć stanowi bezpośrednią jedność produkcji i konsumpcji – różni się w sposób istotny od właściwej produkcji. Bezpośrednia jedność, w której produkcja równoznaczna jest z konsumpcją, a konsumpcja z produkcją, nie znosi ich bezpośredniej dwoistości.

Produkcja jest tedy bezpośrednio konsumpcją, konsumpcja jest bezpośrednio produkcją. Każda z nich jest bezpośrednio swoim przeciwieństwem. Zarazem jednak zachodzi ruch pośredniczący między nimi. Produkcja umożliwia konsumpcję, stwarzając dla niej materiał, bez którego konsumpcja byłaby pozbawiona przedmiotu. Ale konsumpcja umożliwia także produkcję, ona bowiem stwarza dopiero dla produktów podmiot, dla którego są one produktami. Produkt uzyskuje ostateczne finish [wykończenie] dopiero w konsumpcji. Kolej żelazna, którą się nie jeździ, której się więc nie zużywa, nie konsumuje, jest koleją żelazną ....µ.. [potencjalnie], a nie w rzeczywistości. Bez produkcji nie ma konsumpcji; ale bez konsumpcji nie ma też produkcji, gdyż produkcja byłaby wtedy bezcelowa. Konsumpcja produkuje produkcję w dwojakim sensie:

1. przez to, że dopiero w konsumpcji produkt staje się rzeczywiście produktem. Np. odzież staje się rzeczywiście odzieżą dopiero przez akt noszenia; dom nie zamieszkany nie jest in fact [w istocie] rzeczywistym domem; a zatem w odróżnieniu od zwykłego wytworu przyrody produkt okazuje się produktem, staje się produktem dopiero w konsumpcji. Konsumpcja dopiero, unicestwiając produkt, daje mu owo finishing stroke [ostatnie dotknięcie]; produkt bowiem jest produktem nie jako uprzedmiotowiona działalność, lecz jedynie jako przedmiot dla działającego podmiotu;

2. przez to, że konsumpcja stwarza potrzebę nowej produkcji, a więc idealny wewnętrzny impuls produkcji, który stanowi jej przesłankę. Konsumpcja stwarza bodziec dla produkcji; stwarza również przedmiot, który jest czynny w produkcji jako cel określający ją. Jeżeli jest rzeczą jasną, że produkcja dostarcza konsumpcji przedmiotu w jego postaci zewnętrznej, to równie jasne jest, że konsumpcja idealnie antycypuje przedmiot produkcji jako obraz wewnętrzny, jako potrzebę, jako bodziec i jako cel. Stwarza ona przedmioty produkcji w subiektywnej jeszcze formie. Bez potrzeby nie ma produkcji. A konsumpcja reprodukuje potrzebę.

Temu odpowiada od strony produkcji to, że

1. dostarcza ona konsumpcji materiału, przedmiotu. Konsumpcja bez przedmiotu nie jest konsumpcją; a więc pod tym względem produkcja stwarza, produkuje konsumpcję.

2. Ale produkcja stwarza dla konsumpcji nie tylko przedmiot. Produkcja nadaje również konsumpcji jej określoność, charakter, jej finish [wykończenie]. Podobnie jak konsumpcja dawała produktowi jego finish jako produktowi, tak samo produkcja daje konsumpcji jej finish. Przede wszystkim przedmiot nie jest przedmiotem w ogóle, lecz określonym przedmiotem, który musi być spożyty w określony sposób, wyznaczony znów przez samą produkcję. Głód jest głodem, ale głód, który się zaspokaja gotowanym mięsem, spożywanym za pomocą widelca i noża, to inny głód niż ten, który się zaspokaja pożeraniem surowego mięsa, posługując się przy tym rękoma, paznokciami i zębami. A więc produkcja produkuje nie tylko przedmiot konsumpcji, lecz również sposób konsumowania, nie tylko obiektywnie, lecz również subiektywnie. A więc produkcja stwarza konsumenta.

3. Produkcja nie tylko dostarcza potrzebie materiał, lecz również dostarcza materiałowi potrzebę. Kiedy konsumpcja wyrasta już ze swej pierwotnej naturalnej prymitywności i bezpośredniości – a trwanie jej w tym stanie byłoby z kolei następstwem takiej produkcji, która sama tkwi jeszcze w stadium naturalnej prymitywności – to sama ona jako bodziec jest uwarunkowana przez przedmiot. Potrzebę przedmiotu, jaką odczuwa konsumpcja, stwarza postrzeżenie tego przedmiotu. Dzieło sztuki – a tak samo każdy inny produkt – stwarza publiczność, która sztukę rozumie i potrafi się rozkoszować pięknem. Produkcja produkuje więc nie tylko przedmiot dla podmiotu, lecz również podmiot dla przedmiotu.

Produkcja produkuje przeto konsumpcję, 1. stwarzając dla niej materiał; 2. określając sposób konsumpcji; 3. stwarzając w konsumencie potrzebę przedmiotu, który będzie dopiero przez nią wytworzony. Produkuje ona zatem przedmiot konsumpcji, sposób konsumpcji i impuls konsumpcji. Podobnie konsumpcja produkuje predyspozycję producenta, pobudzając go jako potrzeba określająca cel.

Tożsamości konsumpcji i produkcji występują więc w trojakiej postaci:

1. Tożsamość bezpośrednia: Produkcja jest konsumpcją; konsumpcja jest produkcją. Produkcja konsumpcyjna. Konsumpcja produkcyjna. Ekonomiści jedną i drugą nazywają konsumpcją produkcyjną. Ale czynią przy tym jeszcze pewne rozróżnienie. Pierwsza figuruje jako reprodukcja, druga jako konsumpcja produkcyjna. Wszystkie badania dotyczące pierwszej to badania nad pracą produkcyjną lub nieprodukcyjną; badania dotyczące drugiej – to badania nad konsumpcją produkcyjną lub nieprodukcyjną.

2. W tym, że każda z nich występuje jako środek dla drugiej, odbywa się za pośrednictwem drugiej, co jest ujmowane jako ich wzajemna zależność. Jest to ruch, w którym powstaje wzajemny stosunek między nimi, przy czym są one nieodzowne jedna dla drugiej, a jednak pozostają jedna wobec drugiej jeszcze czymś zewnętrznym. Produkcja stwarza materiał jako przedmiot zewnętrzny dla konsumpcji; konsumpcja stwarza potrzebę jako przedmiot wewnętrzny dla produkcji, jako jej cel. Bez produkcji nie ma konsumpcji; bez konsumpcji nie ma produkcji. Występuje to w ekonomii w wielu różnych formach.

3. Produkcja jest nie tylko bezpośrednio konsumpcją, a konsumpcja bezpośrednio produkcją; ani też produkcja nie jest tylko środkiem dla konsumpcji, a konsumpcja tylko celem dla produkcji, tzn. że jedna dostarcza drugiej jej przedmiotu, produkcja konsumpcji przedmiotu zewnętrznego, konsumpcja produkcji – przedmiotu wyobrażonego; każda z nich jest nie tylko bezpośrednio drugą i nie tylko pośredniczy w drugiej, lecz każda z nich przez dokonanie się stwarza drugą; stwarza siebie jako tę drugą. Konsumpcja dopełnia dopiero aktu produkcji przez to, że ostatecznie czyni z produktu produkt, unicestwiając go, spożywając jego samodzielną rzeczową formę; przez potrzebę powtórzenia podnosi ona predyspozycję rozwiniętą w pierwszym akcie produkcji do poziomu umiejętności; konsumpcja jest więc nie tylko aktem końcowym, w którym produkt staje się produktem, lecz również tym, w którym producent staje się producentem. Z drugiej strony produkcja produkuje konsumpcję stwarzając określony sposób konsumpcji, a przez stworzenie podniety konsumpcyjnej stwarzając samą zdolność konsumpcyjną jako potrzebę. Ta ostatnia tożsamość, omówiona w punkcie 3, jest wielokrotnie wyjaśniana w ekonomii, gdy mowa o stosunku popytu do podaży, przedmiotów do potrzeb, potrzeb stwarzanych przez społeczeństwo i potrzeb naturalnych.

Toteż dla heglisty nie ma nic prostszego, jak stwierdzić tożsamość produkcji i konsumpcji. A czynią tak nie tylko socjalistyczni beletryści S [2]., ale nawet prozaiczni ekonomiści, np. Say, w tej formie, że jeżeli rozpatruje się naród, to produkcja jego jest jego konsumpcją. Albo też ludzkość in abstracto. Storch wykazał błąd Saya, przypominając, że naród np. nie konsumuje swego produktu w całości, lecz wytwarza również środki produkcji itd., kapitał trwały itd. Poza tym – ujmować społeczeństwo jako jeden podmiot to znaczy ujmować je błędnie, spekulatywnie. U jednego podmiotu produkcja i konsumpcja występują jako momenty jednego aktu. Podkreślmy tu tylko to, co najważniejsze, a mianowicie, że jeżeli rozpatrywać produkcję i konsumpcję jako czynności jednego podmiotu lub poszczególnych jednostek, to w każdym razie występują one jako momenty jednego procesu, w którym produkcja jest rzeczywistym punktem wyjścia, a więc i momentem dominującym. Konsumpcja jako brak, jako potrzeba, jest sama wewnętrznym momentem działalności produkcyjnej. Ale ta ostatnia stanowi punkt wyjścia realizacji, a więc i jej moment dominujący, akt, do którego cały proces znowu się sprowadza. Jednostka produkuje przedmiot i poprzez konsumpcję tego przedmiotu wraca do siebie samej, lecz jako jednostka produkująca i reprodukująca samą siebie. Konsumpcja występuje zatem jako moment produkcji.

W społeczeństwie jednak stosunek producenta do produktu, gdy produkt jest gotów, jest czysto zewnętrzny i powrót produktu do podmiotu zależy od stosunków tego podmiotu do innych jednostek. Podmiot ten nie wchodzi bezpośrednio w posiadanie produktu. Bezpośrednie zawłaszczenie produktu nie jest też jego celem, jeżeli produkuje on w społeczeństwie. Między producenta a produkty wkracza podział, który zgodnie z prawami społecznymi wyznacza udział producenta w świecie produktów, wkracza więc między produkcję a konsumpcję.

Czy tedy podział stanowi samodzielną sferę obok produkcji i poza nią?

b. (Produkcja a podział)

Jeżeli zajrzymy do zwykłych podręczników ekonomii, to przede wszystkim zwraca uwagę, że wszystko w nich występuje dwojako. Np. w podziale figuruje renta gruntowa, płaca robocza, procent i zysk, gdy w produkcji ziemia, praca, kapitał figurują jako czynniki produkcji. Jeżeli idzie o kapitał, jasne jest od razu, że jest on ujmowany w dwojakim sensie: 1. jako czynnik produkcji; 2. jako źródło dochodu; jako określająca i określona forma podziału. Toteż procent i zysk figurują jako takie w produkcji, stanowią bowiem formy, w których kapitał się pomnaża, narasta, a więc są momentami produkcji samego kapitału. Procent i zysk jako formy podziału zakładają istnienie kapitału jako czynnika produkcji. Są one sposobami podziału, które za przesłankę mają kapitał jako czynnik produkcji. Są one również sposobami reprodukcji kapitału.

Podobnie płaca robocza jest rozpatrywana w innej rubryce jako praca najemna: określoność, jaką praca ma tu jako czynnik produkcji, występuje jako określenie podziału. Gdyby praca nie była określona jako praca najemna, to i sposób, w jaki uczestniczy ona w produktach, nie występowałby jako płaca robocza, jak np. w niewolnictwie. Wreszcie renta gruntowa – żeby wziąć od razu najbardziej rozwiniętą formę podziału, w której własność ziemska uczestniczy w produktach – ma za przesłankę wielką własność ziemską (właściwie wielką gospodarkę rolną) jako czynnik produkcji, a nie ziemię w ogóle, podobnie jak płaca robocza nie ma za przesłankę pracy w ogóle. Stosunki podziału i sposoby podziału występują przeto tylko jako odwrotna strona czynników produkcji. Jednostka, która uczestniczy w produkcji w formie pracy najemnej, uczestniczy w formie płacy roboczej w produktach, wynikach produkcji. Strukturę podziału w pełni określa struktura produkcji. Podział sam jest wynikiem produkcji, nie tylko ze względu na przedmiot, to znaczy, że tylko wyniki produkcji mogą być przedmiotem podziału, lecz również ze względu na formę, to znaczy, że określony sposób uczestniczenia w produkcji określa szczególne formy podziału, formę uczestniczenia w podziale. Jest to niewątpliwie złudzenie, gdy w produkcji mówi się o ziemi, a w podziale – o rencie gruntowej itd.

Dlatego też ekonomiści, jak Ricardo, którym się najczęściej zarzuca, że mają na uwadze tylko produkcję, określali wyłącznie podział jako przedmiot ekonomii, intuicyjnie bowiem upatrywali w formach podziału najdokładniejszy wyraz, jaki uzyskują czynniki produkcji w danym społeczeństwie.

 

Wobec poszczególnej jednostki podział występuje oczywiście jako prawo społeczne, warunkujące pozycję, w której ramach ta jednostka produkuje i która zatem wyprzedza produkcję. Jednostka nie odziedziczyła kapitału ani własności ziemskiej, jest od urodzenia skazana przez podział społeczny na pracę najemną. Ale już samo to jej przeznaczenie jest wynikiem tego, że kapitał i własność ziemska istnieją jako samodzielne czynniki produkcji.

Kiedy się bierze pod uwagę całe społeczeństwa, podział zdaje się pod jeszcze jednym względem poprzedzać produkcję i ją określać; poniekąd jako fakt przedekonomiczny. Naród, który dokonał podboju, dzieli ziemię pomiędzy zdobywców, narzucając w ten sposób określony rozdział i formę własności ziemskiej; określa więc produkcję. Albo też czyni pokonanych niewolnikami, czyniąc w ten sposób niewolniczą pracę podstawą produkcji. Albo naród w drodze rewolucji rozbija wielką własność ziemską na działki; nadaje więc przez ten nowy podział nowy charakter produkcji. Albo prawodawstwo przywiązuje własność ziemską na stałe do pewnych rodzin, albo przydziela pracę jako dziedziczny przywilej, a więc opiera ją na zasadach kastowych. W tych wszystkich przypadkach – a wszystko to są przypadki historyczne – wydaje się, że to nie produkcja określa podział, lecz na odwrót, podział określa produkcję i jej strukturę.

Podział w najbardziej powierzchownym ujęciu występuje jako podział produktów i dlatego wydaje się bardziej odległy od produkcji i jakby niezależny od niej. Zanim jednak podział stanie się podziałem produktów, jest on 1. podziałem narzędzi produkcji i 2. – co stanowi dalsze określenie tego samego stosunku – podziałem członków społeczeństwa pomiędzy różne rodzaje produkcji. (Podporządkowanie jednostek określonym stosunkom produkcji.) Podział produktów jest w sposób oczywisty tylko następstwem tego podziału, zawartego w samym procesie produkcji i określającego strukturę produkcji. Rozpatrywanie produkcji z pominięciem tego zawartego w niej podziału jest oczywiście czczą abstrakcją; na odwrót, wraz z tym podziałem, stanowiącym od początku moment produkcji, podział produktów dany jest sam przez się. Właśnie dlatego Ricardo, który starał się ująć nowoczesną produkcję w jej określonej strukturze społecznej i który jest ekonomistą produkcji par excellence, stoi na stanowisku, że nieprodukcja, lecz podział stanowi właściwy temat nowoczesnej ekonomii. Mamy tu znowu przejaw trywialności u ekonomistów, którzy traktują produkcję jako wieczną prawdę, natomiast historię wypędzają do dziedziny podziału.

W jakim stosunku do produkcji pozostaje ten określający ją podział – jest to oczywiście kwestia, która dotyczy samej produkcji. Gdyby ktoś powiedział, że skoro punktem wyjścia produkcji musi być pewien podział narzędzi produkcji, to przynajmniej w tym znaczeniu podział poprzedza produkcję, stanowi jej przesłankę – należy na to odpowiedzieć, że produkcja istotnie ma swoje warunki i przesłanki, które stanowią jej momenty. Momenty te może i występują początkowo jako powstałe w sposób żywiołowy. Sam proces produkcji przeistacza je z żywiołowych w historyczne, i jeżeli w stosunku do jednego okresu występują one jako naturalne przesłanki produkcji, to w stosunku do innego są jej wytworem historycznym. W obrębie samej produkcji zmieniają się one stale. Zastosowanie maszyn np. zmieniło podział zarówno narzędzi produkcji, jak produktów. Nowoczesna wielka własność ziemska sama jest wytworem zarówno nowoczesnego handlu i nowoczesnego przemysłu, jak i zastosowania tego ostatniego w rolnictwie.

Wszystkie wyżej poruszone kwestie sprowadzają się w ostatecznym rachunku do tego, w jaki sposób ogólnohistoryczne stosunki oddziałują na produkcję, i do stosunku zachodzącego między produkcją a rozwojem historycznym w ogóle. Sprawa ta wiąże się oczywiście z analizą i charakterystyką samej produkcji.

Jednakże na pytania ujęte w tak trywialnej formie, jak wyżej sformułowane, można odpowiedzieć równie krótko. Przy wszelkiego rodzaju podbojach wchodzą w rachubę trzy możliwości. Naród zdobywców narzuca narodowi podbitemu swój własny sposób produkcji (np. Anglicy w Irlandii w bieżącym stuleciu, częściowo w Indiach); albo pozostawia stary sposób produkcji i zadowala się daniną (np. Turcy i Rzymianie); albo następuje wzajemne oddziaływanie, z którego powstaje nowy twór, synteza (po części w przypadku podbojów germańskich). We wszystkich przypadkach sposób produkcji, czy to narodu zdobywców, czy to narodu podbitego, czy to powstały z połączenia obydwu sposobów, określa nowy ustalający się podział. Aczkolwiek podział ten występuje jako przesłanka nowego okresu produkcji, z kolei sam jest wynikiem produkcji, i to nie tylko produkcji historycznej w ogóle, lecz określonej historycznej produkcji.

Na przykład Mongołowie pustosząc Ruś postępowali zgodnie ze swoją produkcją, z chowem bydła, dla którego wielkie, niezamieszkałe obszary są głównym warunkiem. Germańscy barbarzyńcy, których tradycyjną produkcję stanowiła uprawa roli oparta na pracy niewolnych oraz izolowane życie na wsi, tym łatwiej mogli narzucić te warunki prowincjom rzymskim, że koncentracja własności ziemskiej, jaka tam nastąpiła, całkowicie już obaliła dawne stosunki w rolnictwie.

Istnieje tradycyjny pogląd, jakoby w pewnych okresach ludzie żyli wyłącznie z rabunku. Ale żeby móc rabować, trzeba mieć co rabować, musi więc istnieć produkcja. A sposób rabunku zależy z kolei od sposobu produkcji. Na przykład stockjobbing nation [naród spekulantów giełdowych] nie może być obrabowany w taki sam sposób, jak naród pasterzy.

Porywając niewolnika, rabuje się bezpośrednio narzędzie produkcji. Ale wtedy produkcja kraju, dla którego się porywa niewolnika, musi mieć taką strukturę, aby praca niewolnika mogła być w niej zastosowana, albo też (jak w Ameryce Południowej itd.) musi być stworzony sposób produkcji odpowiadający niewolnictwu.

Ustawodawstwo może przywiązać na stałe jakieś narzędzie produkcji, np. ziemię, do pewnych rodzin. Ustawy te wówczas tylko zyskują znaczenie ekonomiczne, kiedy wielka własność ziemska pozostaje w zgodzie z produkcją społeczną, jak np. w Anglii. We Francji prowadzono drobną gospodarkę rolną mimo istnienia wielkiej własności ziemskiej, toteż rewolucja rozbiła wielką własność ziemską. Ale utrwalenie na zawsze tej parcelacji, np. przez ustawy? Wbrew tym ustawom własność znowu się koncentruje. Wpływ ustaw na utrwalenie stosunków podziału i w konsekwencji oddziaływanie ustaw na produkcję należy omówić osobno.

c . W r e s z c i e w y m i a n a i c y r k u l a c j a

Cyrkulacja sama jest tylko określonym momentem wymiany albo wymianą ujętą w jej całokształcie.

Jeżeli wymiana jest tylko momentem pośredniczącym między produkcją i określonym przez produkcję podziałem a konsumpcją, jeżeli konsumpcja występuje sama jako moment produkcji, to oczywiście wymiana również jest zawarta w produkcji jako jeden z jej momentów.

Po pierwsze, jest rzeczą jasną, że wymiana czynności i uzdolnień, która się odbywa w samej produkcji, należy do niej bezpośrednio i stanowi jej istotę. Po drugie, to samo dotyczy wymiany produktów, jeżeli jest ona środkiem służącym do wytworzenia gotowego produktu przeznaczonego do bezpośredniej konsumpcji. O tyle wymiana sama jest aktem zawartym w produkcji. Po trzecie, tak zwana exchange [wymiana] między dealers a dealers jest, jeżeli idzie o jej organizację, określona w całości przez produkcję, jak również sama jest czynnością produkcyjną. Wymiana występuje jako coś niezależnego od produkcji, obojętnego wobec niej tylko w ostatnim stadium, kiedy produkt zostaje wymieniony bezpośrednio dla konsumpcji. Jednakże 1. nie ma wymiany bez podziału pracy, czy to będzie pierwotny podział pracy, czy też wytworzony już historycznie; 2. przesłanką wymiany prywatnej jest prywatna produkcja; 3. intensywność wymiany, jak również jej zasięg, a także jej rodzaj jest określony przez rozwój i strukturę produkcji. Np. wymiana między miastem a wsią, wymiana na wsi, w mieście itd. Wymiana jest więc we wszystkich swoich momentach bądź bezpośrednio zawarta w produkcji, bądź przez nią określona.

Wynik, do którego dochodzimy, nie na tym polega, że produkcja, podział, wymiana, konsumpcja są tożsame, lecz na tym, że wszystko to są człony jednej całości, różne strony tej samej jedności. Produkcja dominuje zarówno nad samą sobą w zasadzającym się na przeciwieństwach określeniu produkcji, jak i nad innymi momentami. Od niej to proces rozpoczyna się za każdym razem od nowa. Że wymiana i konsumpcja nie mogą dominować, jest jasne samo przez się. To samo dotyczy podziału jako podziału produktów. Natomiast jako podział czynników produkcji podział sam jest momentem produkcji. Określona produkcja warunkuje więc określoną konsumpcję, podział, wymianę, określone stosunki wzajemne pomiędzy tymi różnymi momentami. Co prawda, produkcję w jej jednostronnej formie określają z kolei te inne momenty. Kiedy np. rozszerza się rynek, tzn. sfera wymiany, rosną rozmiary produkcji i pogłębia się jej zróżnicowanie. Wraz ze zmianą podziału zmienia się produkcja; np. wraz z koncentracją kapitału, różnym podziałem ludności między miastem i wsią itd. Wreszcie produkcję określają potrzeby konsumpcji. Pomiędzy różnymi momentami zachodzi wzajemne oddziaływanie. Dzieje się tak w każdej całości organicznej.

3. Metoda ekonomii politycznej

Gdy rozpatrujemy jakiś kraj z punktu widzenia ekonomii politycznej, zaczynamy od jego ludności, od jej podziału na klasy, od jej podziału między miasto, wieś i zajęcia związane z morzem, od rozmaitych gałęzi produkcji, wywozu i przywozu, rocznej produkcji i konsumpcji, cen towarów itd.

Wydaje się słuszne zaczynanie od tego, co realne i konkretne, od rzeczywistej przesłanki, a zatem np. w ekonomii od ludności, która stanowi podstawę i podmiot całego społecznego aktu produkcji. Tymczasem przy bliższym rozpatrzeniu okazuje się to fałszywe. Ludność jest abstrakcją, jeżeli pominę np. klasy, z których się składa. Te klasy znów są czczym słowem, jeżeli nie znam elementów, na których się opierają, np. praca najemna, kapitał itd. Te z kolei zakładają istnienie wymiany, podziału pracy, cen itd. Kapitał np. jest niczym bez pracy najemnej, bez wartości, pieniądza, ceny itd. Gdybym więc zaczął od ludności, dałbym chaotyczny obraz całości, a przez bliższe określanie dochodziłbym w drodze analizy do coraz prostszych pojęć; od wyobrażonego konkretu do coraz subtelniejszych abstrakcji, póki bym nie dotarł do najprostszych określeń. Stamtąd należałoby teraz wyruszyć w podróż powrotną, aż w końcu doszedłbym znowu do ludności, tym razem jednak nie do chaotycznego obrazu całości, lecz do bogatego całokształtu wielu określeń i stosunków. Pierwsza z dróg to ta, którą historycznie podążyła ekonomia w okresie swego powstawania. Ekonomiści XVII wieku np. zaczynają zawsze od żywej całości, od ludności, narodu, państwa, kilku państw itd.; ale kończą zwykle na tym, że w drodze analizy odkrywają kilka określających abstrakcyjnych, ogólnych stosunków, jak podział pracy, pieniądz, wartość itd. Gdy te poszczególne momenty zostały już mniej lub więcej ustalone i wyabstrahowane, zaczęły powstawać systemy ekonomiczne, które poczynając od prostych pojęć, jak praca, podział pracy, potrzeba, wartość wymienna, dochodzą do państwa, wymiany między narodami i rynku światowego. Ta metoda jest oczywiście naukowo słuszna. Konkretne jest konkretnym, ponieważ jest połączeniem wielu określeń, a więc jednością różnorodności. W myśleniu występuje więc ono jako proces łączenia, jako wynik, a nie jako punkt wyjścia, mimo że jest ono rzeczywistym punktem wyjścia, a zatem też punktem wyjścia dla oglądu i wyobrażenia. W wyniku pierwszej metody pełne wyobrażenie zamieniło się w abstrakcyjne określenie; druga metoda sprawia, że abstrakcyjne określenia prowadzą do odtworzenia tego, co konkretne, w drodze myślenia. Hegel uległ dlatego złudzeniu, że ujmuje się to, co realne, jako wynik myślenia łączącego się w sobie, pogłębiającego się w sobie i znajdującego się w samoczynnym ruchu, gdy tymczasem metoda wznoszenia się od abstrakcji do konkretu jest dla myślenia tylko sposobem przyswajania sobie konkretu, odtwarzania go jako konkretu duchowego. W żadnym jednak razie nie jest procesem powstawania samego konkretu. Na przykład najprostsza kategoria ekonomiczna, powiedzmy, wartość wymienna, zakłada istnienie ludności, ludności produkującej w określonych stosunkach; zakłada także istnienie pewnego typu rodziny lub wspólnoty czy państwowości itp. Nie może ona nigdy istnieć inaczej niż jako abstrakcyjny, jednostronny stosunek danej już konkretnej, żywej całości. Natomiast jako kategoria wartość wymienna istnieje od czasów przedpotopowych. Dla świadomości przeto – a filozoficzna świadomość jest w ten sposób określana – dla której pojmujące myślenie to rzeczywisty człowiek, a zatem pojmowany świat jako taki to dopiero rzeczywistość, ruch kategorii występuje jako rzeczywisty akt produkcji – tylko że otrzymujący, niestety, impuls z zewnątrz – którego wynikiem jest świat; a jest to – lecz to jest znów tautologia – o tyle słuszne, że konkretna całość jako całość myślowa, jako konkret myślowy, jest in fact [w istocie] produktem myślenia, pojmowania; bynajmniej jednak nie jest produktem pojęcia myślącego poza czy ponad oglądem i wyobrażeniem i rodzącego samo siebie, lecz produktem przetworzenia oglądu i wyobrażenia w pojęcia. Całość, tak jak się przedstawia w głowie, jako całość myślowa, jest produktem myślącej głowy, która przyswaja sobie świat w jedyny możliwy dla niej sposób, który różni się od artystycznego, religijnego, praktycznie-duchowego przyswajania tego świata. Realny podmiot istnieje w swej samodzielności jak przedtem poza głową; mianowicie dopóki głowa ustosunkowuje się do niego tylko spekulatywnie, tylko teoretycznie. A więc także przy stosowaniu teoretycznej metody wyobrażeniu musi jako przesłanka stale przyświecać podmiot, społeczeństwo.

Czy jednak te proste kategorie nie mają też niezależnej egzystencji historycznej lub naturalnej, wcześniejszej niż te bardziej konkretne? Ça dépend [To zależy]. Na przykład Hegel słusznie zaczyna filozofię prawa od posiadania, jako najprostszego prawnego stosunku podmiotu. Jednakże nie ma posiadania przed istnieniem rodziny lub stosunków panowania i podwładności, które są stosunkami o wiele konkretniejszymi. Natomiast słuszne byłoby stwierdzenie, że istnieją rodziny, rody, które tylko posiadają, a nie mają własności. Prostsza kategoria występuje więc jako stosunek prostych zrzeszeń rodzinnych lub rodowych w odniesieniu do własności. W bardziej rozwiniętym społeczeństwie występuje ona jako prostszy stosunek bardziej rozwiniętej organizacji. Zawsze jednak zakłada się istnienie konkretniejszego substratu, którego stosunkiem jest posiadanie. Można sobie wyobrazić pojedynczego dzikusa jako posiadającego. Ale wtedy posiadanie nie jest stosunkiem prawnym. Nie jest prawdą, że posiadanie rozwija się historycznie w rodzinę. Przeciwnie, zakłada ono zawsze istnienie tej „konkretniejszej kategorii prawnej”. Jednakże tyle przynajmniej można by ustalić, że proste kategorie są wyrazem stosunków, w których, być może, zrealizował się nierozwinięty konkret jeszcze przed ustanowieniem bardziej wielostronnego związku czy stosunku, który jest myślowo wyrażony w konkretniejszej kategorii; a bardziej rozwinięty konkret zachowuje tę samą kategorię jako stosunek podporządkowany. Pieniądz może istnieć i istniał historycznie, zanim istniał kapitał, zanim istniały banki, zanim istniała praca najemna itd. Z tego punktu widzenia można więc powiedzieć, że prostsza kategoria może wyrażać panujące stosunki mniej rozwiniętej całości albo podrzędne stosunki całości bardziej rozwiniętej, które historycznie miały już egzystencję, zanim jeszcze całość rozwinęła się od tej strony, która jest wyrażona w konkretniejszej kategorii. O tyle tok abstrakcyjnego rozumowania, które podąża od najprostszego do złożonego, odpowiadałby rzeczywistemu historycznemu procesowi.

Z drugiej strony można powiedzieć, że istnieją bardzo rozwinięte, a przecież historycznie mniej dojrzałe formy społeczeństw, w których występują najwyższe formy ekonomii, np. kooperacja, rozwinięty podział pracy itd., mimo że nie istnieje nic w rodzaju pieniądza, np. w Peru. Także w słowiańskich wspólnotach pieniądz i warunkująca go wymiana wcale nie występują lub występują rzadko wewnątrz poszczególnych wspólnot, lecz na ich granicy, w stosunkach z innymi, jako że w ogóle mylne jest umieszczanie wymiany jako od początku konstytuującego elementu wewnątrz wspólnot. Przeciwnie, występuje ona początkowo raczej we wzajemnym stosunku różnych wspólnot niż między członkami jednej i tej samej wspólnoty. Następnie: jakkolwiek pieniądz zaczyna odgrywać rolę bardzo wcześnie i w szerokim zasięgu, to jednak jako element panujący właściwy on jest w starożytności tylko jednostronnie określonym narodom, narodom handlowym. A nawet w najbardziej rozwiniętej starożytności, u Greków i Rzymian, pełny rozwój pieniądza, który stanowi przesłankę nowoczesnego społeczeństwa burżuazyjnego, zjawia się dopiero w okresie ich rozkładu. A zatem ta zupełnie prosta kategoria występuje historycznie w swej intensywności jedynie na najwyższych stopniach rozwoju społeczeństwa. Bynajmniej nie przenika ona wszystkich stosunków ekonomicznych. Na przykład w państwie rzymskim, w okresie jego najwyższego rozwoju, podstawą pozostał podatek w naturze i danina w naturze. System pieniężny całkowicie rozwinął się tam właściwie tylko w wojsku. Nigdy nie ogarniał też całości pracy. Tak więc, mimo iż prostsza kategoria historycznie mogła nawet istnieć przed konkretniejszą, może ona w swym pełnym intensywnym i ekstensywnym rozwoju przynależeć właśnie do złożonej formy społecznej, gdy natomiast konkretniejsza była pełniej rozwinięta w mniej rozwiniętej formie społecznej.

Praca wydaje się zupełnie prostą kategorią. Także przedstawienie jej w tej ogólności – jako pracy w ogóle – jest bardzo dawne. Mimo to „praca”, ujmowana ekonomicznie w tej prostej formie, jest równie nowoczesną kategorią jak stosunki, które tę prostą abstrakcję wytwarzają. System monetarny np. ujmuje bogactwo jeszcze zupełnie obiektywnie, jako rzecz poza sobą [als Sache ausser sich], w pieniądzu. Było wielkim postępem wobec tego punktu widzenia, gdy system manufakturowy lub komercyjny zaczął upatrywać źródło bogactwa już nie w przedmiocie, lecz w subiektywnej działalności – w pracy komercyjnej i manufakturowej – ale wciąż jeszcze traktując samą tę działalność w sposób ograniczony, jako tworzącą pieniądze. Dalszym postępem wobec tego systemu był system fizjokratyczny, który traktuje określoną formę pracy – rolnictwo – jako tworzącą bogactwo, a sam przedmiot już nie w szacie pieniężnej, lecz jako produkt w ogóle, jako ogólny wynik pracy. Stosownie do ograniczonego charakteru działalności wciąż jeszcze traktuje ten produkt jako określony przez przyrodę – produkt rolnictwa, produkt ziemi par excellence.

Olbrzymim krokiem naprzód u Adama Smitha było to, że odrzucił on wszelką określoność działalności tworzącej bogactwo – [biorąc] pracę jako taką, a więc nie manufakturową lub komercyjną, nie rolniczą, lecz zarówno jedną, jak i drugą. Wraz z abstrakcyjną ogólnością działalności tworzącej bogactwo mamy też i ogólność przedmiotu określonego jako bogactwo – produkt w ogóle – albo znów pracę w ogóle, lecz jako pracę minioną, uprzedmiotowioną. Jak trudne i poważne było to przejście, widać stąd, że Adam Smith sam jeszcze od czasu do czasu nawraca do systemu fizjokratycznego. Otóż mogłoby się wydawać, że został przez to znaleziony tylko abstrakcyjny wyraz dla najprostszego i najdawniejszego stosunku, w którym ludzie – w jakiejkolwiek bądź formacji społecznej – występują jako producenci. Pod pewnym względem jest to słuszne. Pod innym – nie. Obojętność wobec określonego rodzaju pracy zakłada istnienie bardzo rozwiniętego zespołu różnych rodzajów rzeczywistej pracy, z których żaden nie jest już powszechnie panujący. Tak to najogólniejsze abstrakcje w ogóle powstają wyłącznie przy najbogatszym konkretnym rozwoju, gdzie jeden jakiś rys występuje jako wspólny wielu, jako wspólny wszystkim. Wówczas kończy się możność wyobrażania go sobie tylko w szczególnej formie. Z drugiej strony ta abstrakcja pracy w ogóle – nie jest tylko myślowym wynikiem istnienia zespołu konkretnych prac. Obojętność wobec określonej pracy odpowiada takiej formie społecznej, w której jednostki z łatwością przechodzą od jednej pracy do drugiej, a określony rodzaj pracy jest dla nich przypadkowy, a zatem obojętny. Praca stała się tu nie tylko w kategorii, ale w rzeczywistości środkiem wytwarzania bogactwa w ogóle i nie była już jako określenie w szczególny sposób zrośnięta z jednostkami. Taki stan rzeczy rozwinął się najbardziej w najnowocześniejszej formie istnienia społeczeństw burżuazyjnych – w Stanach Zjednoczonych. A więc tu dopiero abstrakcja kategorii „praca”, „praca w ogóle”, praca sans phrase [po prostu] – punkt wyjścia nowoczesnej ekonomii – staje się praktycznie prawdziwa. Tak więc najprostsza abstrakcja, którą nowoczesna ekonomia wysuwa na czoło i która wyraża stosunek prastary i obowiązujący we wszystkich formach społecznych, okazuje się jednak praktycznie prawdziwa w tej abstrakcji tylko jako kategoria najbardziej nowoczesnego społeczeństwa. Można by powiedzieć, że to, co w Stanach Zjednoczonych występuje jako produkt historyczny – owa obojętność wobec określonej pracy – jest np. u Rosjan wrodzoną predyspozycją. Ale przede wszystkim diabelna to różnica, czy barbarzyńcy mają taką predyspozycję, że mogą być używani do wszystkiego, czy też ludzie cywilizowani używają do wszystkiego samych siebie. A poza tym u Rosjan tej obojętności na określoność pracy odpowiada w praktyce tradycyjne przykucie do całkiem określonej pracy, od której odrywani są wyłącznie przez wpływy z zewnątrz.

Ten przykład pracy pokazuje dobitnie, jak nawet najbardziej abstrakcyjne kategorie, mimo że – właśnie dzięki swej abstrakcyjności – mają walor dla wszystkich epok, są jednak w określoności samej tej abstrakcji w takim samym stopniu produktem historycznych stosunków i pełny walor posiadają wyłącznie dla tych stosunków i w ich obrębie.

Społeczeństwo burżuazyjne jest najbardziej rozwiniętą i najbardziej zróżnicowaną historyczną organizacją produkcji. Dlatego kategorie, które wyrażają jego stosunki, zrozumienie jego struktury, pozwalają jednocześnie zrozumieć strukturę i stosunki produkcji wszystkich minionych form społecznych, z których szczątków i elementów ono wyrosło, częściowo ciągnąc jeszcze za sobą nieprzezwyciężone ich pozostałości, rozwijając do pełnego znaczenia to, co istniało tylko w zalążku itd. Anatomia człowieka jest kluczem do anatomii małpy. Zalążki wyższych form u niższych gatunków zwierząt mogą być zrozumiane tylko wówczas, gdy te wyższe formy są już znane. Burżuazyjna ekonomia dostarcza więc klucza do antycznej itd. Bynajmniej jednak nie tak, jak to rozumieją ci ekonomiści, którzy zacierają wszystkie historyczne różnice i we wszystkich formach społecznych widzą formy burżuazyjne. Można zrozumieć daninę, dziesięcinę itd., gdy się zna rentę gruntową. Nie trzeba ich jednak utożsamiać. Dalej – skoro samo burżuazyjne społeczeństwo jest tylko antagonistyczną formą rozwoju, można będzie w nim napotkać stosunki właściwe wcześniejszym formom często tylko w postaci bardzo skarlałej albo zgoła strawestowanej. Np. własność gminną. Jeżeli tedy prawdą jest, że kategorie burżuazyjnej ekonomii są słuszne w odniesieniu do wszystkich innych form społecznych, należy to brać wyłącznie cum grano salis [z dużymi zastrzeżeniami]. Mogą one zawierać te kategorie w postaci rozwiniętej, skarlałej, wypaczonej itd., za każdym razem zasadniczo różnej. Tak zwany historyczny rozwój polega w ogóle na tym, że forma ostatnia traktuje minione jako stopnie wiodące do niej samej, a że rzadko i tylko w zupełnie określonych warunkach jest zdolna krytykować samą siebie – nie mówimy tu naturalnie o takich okresach historycznych, które samym sobie przedstawiają się jako okres upadku – ujmuje je zawsze jednostronnie. Religia chrześcijańska stała się zdolna pomóc do obiektywnego zrozumienia wcześniejszych mitologii dopiero wtedy, gdy jej samokrytyka była już przygotowana do pewnego stopnia, że tak powiem ....µ.. [potencjalnie]. Podobnie burżuazyjna ekonomia doszła do zrozumienia społeczeństwa feudalnego, antycznego, orientalnego dopiero wtedy, gdy się zaczęła samokrytyka społeczeństwa burżuazyjnego. Jeżeli burżuazyjna ekonomia nie utożsamiała się, mitologizując, ściśle z tym, co minęło, to jej krytyka wcześniejszego, mianowicie feudalnego społeczeństwa, z którym jeszcze musiała bezpośrednio walczyć, podobna była do krytyki, jaką stosowało chrześcijaństwo wobec pogaństwa czy też protestantyzm wobec katolicyzmu.

Jak w ogóle w każdej historycznej, społecznej nauce, należy, rozpatrując rozwój kategorii ekonomicznych, mieć zawsze na uwadze, że zarówno w rzeczywistości, jak w głowie, podmiot – w tym wypadku nowoczesne społeczeństwo burżuazyjne – jest dany, że więc kategorie wyrażają formy bytu, określenia egzystencji, często tylko poszczególne strony tego określonego społeczeństwa, tego podmiotu, i że ono także naukowo bynajmniej nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy mowa o nim jako takim. Należy to mieć na uwadze, gdyż daje to od razu punkty decydujące o podziale materiału. Wydaje się np., że nie ma nic naturalniejszego niż zacząć od renty gruntowej, od własności ziemskiej, ponieważ jest związana z ziemią, źródłem wszelkiej produkcji i wszelkiego bytu, i z pierwszą formą produkcji wszystkich jako tako utrwalonych społeczeństw – z rolnictwem. Ale nie byłoby nic bardziej fałszywego. We wszystkich formach społecznych pewna określona produkcja wyznacza rangę i wpływ wszystkim innym, a więc jej stosunki określają rangę i wpływ wszystkich innych stosunków. Jest to ogólne oświetlenie, w którym nurzają się wszystkie inne barwy i które modyfikuje ich odrębne cechy. Jest to szczególny eter, który określa ciężar gatunkowy każdego występującego w nim bytu. Np. u ludów pasterskich. (Ludy czysto myśliwskie i rybackie leżą poza punktem, w którym się zaczyna rzeczywisty rozwój.) Występuje u nich pewna sporadyczna forma rolnictwa. To określa własność ziemską. Jest ona wspólna i zachowuje tę formę w mniejszym lub większym stopniu, zależnie od tego, czy te ludy mniej lub bardziej trwają przy swych tradycjach, np. własność gminna Słowian. U ludów trudniących się rolnictwem osiadłym – już ta osiadłość stanowi wielki postęp – gdzie ono dominuje, jak w społeczeństwie antycznym i feudalnym, nawet przemysł i jego organizacja oraz formy własności, które mu odpowiadają, mają w mniejszym lub większym stopniu ten charakter właściwy własności ziemskiej; albo jest od niej zupełnie zależny, jak u dawnych Rzymian, albo – jak w średniowieczu – naśladuje organizację wiejską w mieście i w stosunkach miejskich. Sam kapitał w średniowieczu – jeżeli nie jest kapitałem czysto pieniężnym – ma jako tradycyjne narzędzie rzemieślnicze itd. itd. ten charakter właściwy własności ziemskiej. W społeczeństwie burżuazyjnym jest odwrotnie. Rolnictwo w coraz większej mierze staje się po prostu gałęzią przemysłu i jest zupełnie opanowane przez kapitał. Tak samo renta gruntowa. We wszystkich formach, w których panuje własność ziemska, stosunek naturalny jest jeszcze dominującym. W tych, w których panuje kapitał, dominuje element wytworzony społecznie, historycznie. Renty gruntowej nie można zrozumieć bez kapitału. Ale można zrozumieć kapitał bez renty gruntowej. Kapitał jest siłą ekonomiczną burżuazyjnego społeczeństwa, która panuje nad wszystkim. Musi on stanowić zarówno punkt wyjścia, jak i punkt końcowy i należy go analizować przed własnością ziemską. Gdy się rozpatrzy każde z osobna, należy rozpatrzyć ich wzajemny związek.

Byłoby więc rzeczą niecelową i błędną analizować kategorie ekonomiczne w tej kolejności, w jakiej odgrywały one swą decydującą rolę w rozwoju historycznym. Ich kolejność jest raczej określona przez stosunek, w jakim pozostają wzajemnie do siebie w nowoczesnym społeczeństwie burżuazyjnym, a jest on wręcz odwrotny do tego, który wydaje się być ich stosunkiem naturalnym czy też odpowiada kolejności rozwoju historycznego. Nie idzie tu o miejsce, jakie w historii zajmują stosunki ekonomiczne w kolejnym następstwie rozmaitych form społecznych. Jeszcze mniej idzie o ich kolejne następstwo „w idei” (Proudhon) (co jest mętnym przedstawieniem procesu historycznego). Idzie o ich ustawienie w obrębie nowoczesnego społeczeństwa burżuazyjnego.

Czystość (abstrakcyjna określoność), z jaką występowały w świecie starożytnym narody handlowe – Fenicjanie, Kartagińczycy – jest właśnie uwarunkowana przez samą przewagę ludów rolniczych. Kapitał jako kapitał handlowy czy pieniężny występuje w tej abstrakcji właśnie tam, gdzie kapitał nie jest jeszcze dominującym elementem społeczeństw. Lombardowie, Żydzi zajmują tę samą pozycję wobec rolniczych społeczeństw średniowiecza.

Jako dalszy przykład tego, jak różną rolę odgrywają te same kategorie na różnych szczeblach rozwoju społecznego, przytoczymy jedną z ostatnich form społeczeństwa burżuazyjnego:jointstock companies [spółki akcyjne]. Ale zjawiają się one także w zaraniu tegoż społeczeństwa w postaci wielkich uprzywilejowanych i monopolistycznych kompanii handlowych.

Samo pojęcie bogactwa narodowego chyłkiem zjawia się u ekonomistów XVII wieku jako pogląd – który częściowo utrzymuje się jeszcze u ekonomistów XVIII wieku – że bogactwo jest tworzone tylko dla państwa, jego zaś potęga zależy od tego bogactwa. Była to jeszcze nieświadomie obłudna forma, w której samo bogactwo i jego produkowanie zapowiada się jako cel nowoczesnych państw i która traktuje te państwa wyłącznie jako środek do produkowania bogactwa.

Podział powinien być najwidoczniej następujący: 1. ogólnie abstrakcyjne określenia, które z tego powodu w mniejszym lub większym stopniu odnoszą się do wszystkich form społecznych, jednakże w wyżej wyjaśnionym sensie, 2. kategorie, które wyrażają wewnętrzną strukturę burżuazyjnego społeczeństwa i na których opierają się podstawowe klasy. Kapitał, praca najemna, własność ziemska. Ich stosunek wzajemny. Miasto i wieś. Trzy wielkie klasy społeczne. Wymiana między nimi. Cyrkulacja. Kredyt (prywatny). 3. Organizacja społeczeństwa burżuazyjnego w formie państwa. Rozpatrywane w stosunku do samego siebie. Klasy „nieprodukcyjne”. Podatki. Długi państwowe. Kredyt publiczny. Ludność. Kolonie. Emigracja. 4. Międzynarodowe stosunki produkcji. Międzynarodowy podział pracy. Międzynarodowa wymiana. Wywóz i przywóz. Kurs dewiz. 5. Rynek światowy i kryzysy.

4. Produkcja Środki produkcji i stosunki produkcji. Stosunki produkcji i stosunki wymiany. Formy pa ństwowe i formy świadomo ści wobec stosunk ów produkcji i stosunk ów wymiany. Stosunki prawne. Stosunki rodzinne

Notabene odnośnie do punktów, o których tu należy wspomnieć i o których nie wolno zapominać:

1. Wojna ukształtowała się wcześniej niż pokój; sposób, w jaki poprzez wojnę i w armiach itd. pewne stosunki ekonomiczne, jak praca najemna, maszyny itd., rozwinęły się wcześniej niż wewnątrz społeczeństwa burżuazyjnego. Także związek między siłą produkcyjną a stosunkami wymiany szczególnie poglądowo przedstawia się w armii.

2. Stosunek dotychczasowego idealistycznego dziejopisarstwa do realistycznegoW szczególności tak zwana historia kultury, historia dawnych religii i państw. (Przy sposobności można także powiedzieć coś niecoś o rozmaitych rodzajach dotychczasowego dziejopisarstwa. Tak zwane obiektywne. Subiektywne. (Moralne i in.). Filozoficzne.)

3. Drugorzędne i trzeciorzędne. W ogóle pochodne, przekazane, nie pierwotne stosunki produkcji. Tu wpływ stosunków międzynarodowych.

4. Zarzuty w związku z materializmem tego ujęcia. Stosunek do materializmu naturalistycznego.

5. Dialektyka pojęć: siła produkcyjna (środki produkcji) i stosunek produkcji – dialektyka, której granice należy określić i która nie neguje realnej różnicy.

6. Niejednakowy stosunek rozwoju produkcji materialnej np. do artystycznej. W ogóle nie należy ujmować pojęcia postępu w zwykłej abstrakcji. Nowoczesna sztuka itd. Dysproporcja ta nie jest jeszcze tak ważna i trudna do uchwycenia jak w obrębie samych praktyczno-społecznych stosunków. Np. oświaty. Stosunek United States [Stanów Zjednoczonych] do Europy. Ale istotnie trudnym punktem, który należy tu rozpatrzyć, jest ten: jak niejednakowo rozwijają się stosunki produkcji jako stosunki prawne. A więc np. stosunek rzymskiego prawa, prywatnego (w mniejszym stopniu odnosi się to do prawa karnego i publicznego) do nowoczesnej produkcji.

7. To ujęcie występuje jako konieczny rozwój. Jednak przypadek uprawniony. Jak. (Wolność m.in. też). (Oddziaływanie środków komunikacji. Historia powszechna nie zawsze istniała; historia jako historia powszechna – wynikiem.)

8. Punkt wyjścia naturalnie od naturalnej określoności; subiektywnie i obiektywnie. Plemiona, rasy itd.

Odnośnie do sztuki wiadomo, że pewne okresy rozkwitu tejże nie znajdują się w żadnym stosunku do ogólnego rozwoju społeczeństwa, a więc także do materialnej podstawy, stanowiącej jakby kościec jego organizacji. Np. Grecy w porównaniu do współczesnych czy też Szekspir. Co do niektórych form sztuki, np. eposu, uznano nawet, że nigdy nie mogą być tworzone w swej epokowej, klasycznej postaci, gdy się zaczyna produkcja artystyczna jako taka; że więc w obrębie samej sztuki pewne jej znakomite dzieła możliwe są wyłącznie na niskim szczeblu rozwoju artystycznego. Jeżeli to zachodzi w stosunku wzajemnym różnych rodzajów sztuki w obrębie samej sztuki, to już jest mniej frapujące, że zachodzi w stosunku całego zakresu sztuki do ogólnego rozwoju społeczeństwa. Trudność polega tylko na ogólnym ujęciu tych sprzeczności. Wystarczy je wyszczególnić, a są już wyjaśnione.

Weźmy np. stosunek sztuki greckiej, a następnie Szekspira do teraźniejszości. Wiadomo, że grecka mitologia jest nie tylko arsenałem sztuki greckiej, ale jej glebą. Czy możliwy jest pogląd na przyrodę i stosunki społeczne, jaki leży u podstaw greckiej wyobraźni, a stąd [mitologii] greckiej, przy istnieniu selfaktorów i kolei żelaznych, i lokomotyw, i elektrycznych telegrafów? Gdzież Wulkanowi do Roberts et Co., Jowiszowi do piorunochronu, a Hermesowi do Crédit mobilier [3]? Każda mitologia, przezwycięża, opanowuje i kształtuje siły przyrody w wyobraźni i za pomocą wyobraźni; znika więc z rzeczywistym opanowaniem tychże. Co pozostaje z Famy wobec Printinghouse Square [4] ? Przesłanką greckiej sztuki jest mitologia grecka, tzn. przyroda i formy społeczne przetworzone już w sposób nieświadomie artystyczny przez wyobraźnię ludową. To jest jej materiał. Nie każda dowolna mitologia, tzn. nie każde dowolne, nieświadomie artystyczne przetworzenie przyrody (tu w znaczeniu wszystkiego, co przedmiotowe, a więc łącznie ze społeczeństwem). Egipska mitologia nigdy nie mogła być glebą czy też łonem, z którego zrodziłaby się sztuka w rodzaju greckiej. Ale w każdym razie jakaś mitologia. A więc w żadnym razie rozwój społeczeństwa, który wyklucza wszelki mitologiczny stosunek do przyrody, wszelki mitologizujący stosunek do niej, a więc wymaga od artysty fantazji niezależnej od mitologii.

Z drugiej strony: czy możliwy jest Achilles w połączeniu z prochem i ołowiem? Albo w ogóle „Iliada” w połączeniu z prasą drukarską czy zgoła maszyną drukarską? Czy nie milkną nieuchronnie pieśni, klechdy i muzy z wprowadzeniem prasy drukarskiej, czy więc nie znikają nieodzowne warunki poezji epickiej?

 

Trudność polega jednak nie na tym, żeby zrozumieć, że grecka sztuka i epos są związane z pewnymi społecznymi formami rozwoju. Trudność polega na tym, że wciąż jeszcze dostarczają nam one rozkoszy artystycznej i w pewnej mierze służą za normę i niedościgniony wzór.

Mężczyzna nie może się znów stać dzieckiem, chyba że zdziecinnieje. Ale czyż nie cieszy go naiwność dziecka i czy nie musi on sam dążyć do tego, by na wyższym szczeblu odtworzyć swoją prawdziwość? Czyż w naturze dziecka nie odżywa w każdej epoce jej własny charakter w swej naturalnej prawdziwości? Dlaczegóż historyczne dzieciństwo ludzkości, tam gdzie się rozwinęło najpiękniej, nie ma czarować wiecznym powabem jako nigdy nie powtarzający się szczebel rozwoju? Są dzieci niewychowane i dzieci przemądrzałe. Wiele starożytnych ludów należy do tej kategorii. Normalnymi dziećmi byli Grecy. Urok ich sztuki dla nas nie pozostaje w sprzeczności z niskim stopniem rozwoju społecznego, na którym wyrosła. Przeciwnie, jest jego wynikiem i wiąże się raczej nierozerwalnie z tym, że niedojrzałe warunki społeczne, w których ta sztuka powstała i jedynie powstać mogła, nie mogą nigdy powrócić.

Tytuł oryginału: Einleitung (zur Kritik der politischen Okonomie) Napisane: sierpień-wrzesień 1857 r. W języku polskim opublikowano po raz pierwszy w czasopiśmie "Nowe Drogi" 1948, nr 8

  

[1] Zoon politikon (istota społeczna, zwierzę towarzyskie) – Arystoteles, De Republica, lib. I, cap. 2. Por. wydanie polskie: „Polityka”, Wrocław 1953, str. 8. – Red

[2] ocjalistyczni beletryści - Marks ma tu w szczególności na myśli "prawdziwego socjalistę" Petera Gruna, którego poglady na stosunek produkcji i konsumpcji Marks krytykuje w "Ideologii niemieckiej"

[3] Crédit Mobilier (pełna nazwa: Société générale de crédit mobilier) – wielki francuski bank akcyjny, założony przez braci Péreire i uznany urzędowo dekretem z 18 listopada 1852 r. Głównym celem Crédit Mobilier było pośredniczenie z udzielaniem kredytu i grynderstwo (finansowanie lub zakładanie przedsiębiorstw przemysłowych lub handlowych). Bank na szeroką skalę uczestniczył w budowie kolei żelaznych we Francji, Austrii, na Węgrzech, w Szwajcarii, Hiszpanii i Rosji. Głównym źródłem jego dochodów była spekulacja giełdowa papierami wartościowymi utworzonych przezeń towarzystw akcyjnych. Ze środków uzyskanych ze sprzedaży własnych akcji, których pokrycie stanowiły jedynie posiadane przez bank papiery wartościowe innych przedsiębiorstw, Crédit Mobilier skupywał ponownie akcje różnych towarzystw oparte na własności ich majątku. W taki sposób jedna i ta sama własność powoływała do życia fikcyjny kapitał dwojakiej wielkości, formie akcji danego przedsiębiorstwa i w formie akcji Crédit Mobilier, który to przedsiębiorstwo finansował, a następnie skupywał jego akcje. Bank był ściśle związany z rządem Napoleona III i korzystał z jego protekcji. W 1867 r. Crédit Mobilier zbankrutował i w roku 1871 został zlikwidowany. Pojawienie się w latach 50tych XIX w. Crédit Mobilier, instytucji finansowej nowego typu, było spowodowane specyficznymi właściwościami epoki Napoleona III, którą cechował niewiarygodny wzrost gry na zwyżkę i innych spekulacji giełdowych. Na wzór francuskiego Crédit Mobilier powstały w niektórych krajach środkowej Europy podobne instytucje. W roku 1856 Marks opublikował o Crédit Mobilier całą serię artykułów w „NewYork Daily Tribune” (patrz: Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, t. 12, Warszawa 1967). – Red

[4] Na Printinghouse Square znajduje się redakcja „Timesa”.

Cytat Ze stracha na stracha spokojnie przelatują wróble.

Sonda

Czy istnieje wolna wola?

zobacz wyniki